Auta elektryczne nie spełniły oczekiwań Stellantisa. Diesel wraca do łask
Dyrekcja Stellantisa przywraca wersje dieslowskie w wybranych modelach na rynku europejskim, jednocześnie zmniejszając swoje zaangażowanie w segmencie pojazdów elektrycznych. Nowa strategia grupy może okazać się atutem w rywalizacji z producentami o chińskich korzeniach.
Temat zainteresował dziennikarzy Agencji Reutera, którzy podkreślają, że jesienią ubiegłego roku do oferty handlowej Grupy Stellantis zaczęły powracać wersje dieslowskie różnych modeli, do których zaliczają się nie tylko kombivany, lecz również kompakty i crossovery takie jak Peugeot 308, Alfa Romeo Tonale czy Opel Astra. Rysujący się trend ma znaczenie w kontekście dalekiego od oczekiwań tempa rozwoju segmentu samochodów elektrycznych oraz perspektywy złagodzenia unijnych przepisów dotyczących emisji CO2, które w aktualnym kształcie zakazują sprzedaży nowych pojazdów z silnikami spalinowymi od 2035 roku.
Segment osobówek z napędem wysokoprężnym jest słabo obsadzony przez producentów o chińskich korzeniach, gros których stawia na dostawy samochodów elektrycznych oraz hybryd Plug-in. Ponadto auta zasilane paliwem dieslowskim mają nad „elektrykami” przewagę cenową, świetnie nadają się na dalekie trasy, a ponadto zapewniają lepsze parametry uciągu. Warto przypomnieć, że w 2015 roku diesle stanowiły co najmniej połowę rynku motoryzacyjnego w Europie, jednak zainteresowanie autami z tego typu napędem zaczęło spadać po wybuchu afery Volkswagena oraz innych producentów, którzy stosowali oprogramowanie do fałszowania testów emisji spalin.
Na początku lutego centrala Grupy Stellantis ogłosiła zmianę modelu biznesowego, co wiąże się obciążeniami rzędu około 22 miliardów euro, lecz przyniesie bliższe realiom rynkowym zbalansowanie oferty produktowej w oparciu o pojazdy elektryczne, hybrydy oraz spalinówki. Ponadto warto przytoczyć przykład Fiata 500, którego gama modelowa niedawno wzbogaciła się o przystępniejszą cenową wersję 1.0 Hybrid (65 KM).