SsangYong Korando IV: już nie kaczątko, jeszcze nie łabędź
Większości osób marka SsangYong kojarzy się przede wszystkim z archaiczną konstrukcją i najbrzydszymi samochodami świata. Tak było do niedawna, jednak Koreańczycy odrobili pracę domową. Nowe Korando to zdecydowany ruch w dobrą stronę.
Pierwsza generacja Korando powstała w 1983 roku na licencji Jeepa. Dopiero w 1997 roku zadebiutowała druga generacja, która zachowała stylistykę małej terenówki. Po zakończeniu produkcji w 2006 roku, na rynku pojawił się wyjątkowo mało urodziwy model Actyon, a dopiero w 2011 został zastąpiony przez trzecią generację Korando. Testowany egzemplarz jest przedstawicielem czwartej generacji, obecnej na rynku w 2019 roku.
Styl
W stosunku do poprzednika, nowe Korando stanowi milowy krok pod względem stylistycznym. Producent porzucił obłą i przestarzałą linię na rzecz agresywnych kształtów, z wysoko poprowadzoną linią maski. Dodatkowym atutem wynikającym z całkowitej przebudowy nadwozia jest aspekt praktyczny – większy bagażnik i lepsza widoczność.
Stereotypy o SsangYongu pomaga przełamać również wnętrze, które tak jak w przypadku większego modelu Rexton prezentuje nową linię marki. Pierwsze, co zauważamy po wejściu do środka, to dwa duże ekrany służące za centrum multimedialne i wirtualny kokpit. Dobrze prezentuje się również konsola środkowa z pokrętłem do zmiany trybów jazdy i ciekawie zaprojektowana dźwignia zmiany biegów.
Niestety oprócz wyżej wymienionych elementów, wnętrze Korando nie zachwyca. Z typową dla azjatyckich producentów manierą, wokół kierowcy dominują twarde plastiki i duże połacie wykończenia w stylu „piano black”. Na zdjęciach modelu SsangYong chwali się skórzanym wykończeniem kabiny, w rzeczywistości jest to jedynie cienka warstwa skóry, przez którą oparty o drzwi łokieć po pewnym czasie zaczyna boleć. Wewnątrz samochodu w interesujący sposób poprowadzono linie oświetlenia ambientowego, które oferuje dużą gamę kolorystyczną, a nawet tryb „disco”. Pomimo mało komfortowego wykończenia, wnętrze nowego Korando nie odstaje od konkurencji, a nawet potrafi się wyróżnić.
Napęd
Tu nie mamy dobrych wieści. Pomimo ogromu pracy, jaką włożyli inżynierowie SsangYonga w zmianę wizerunku firmy, napęd nadal pozostaje największą wadą modeli tej marki. Testowany egzemplarz został wyposażony w silnik diesla 1.6 e-Xdi o mocy 136 KM sprzężony z automatyczną, 6-biegową skrzynią biegów i napędem na wszystkie koła. Ta konfiguracja w zupełności wystarczy do sprawnego poruszania się na co dzień, ale... pierwszy problem da się zauważyć od razu po ruszeniu. Dopóki wysokoprężna jednostka się nie rozgrzeje, odznacza się ona niską kulturą pracy i dużym hałasem przenoszącym się do kabiny. W połączeniu ze słabym przyspieszeniem (wg. danych prawie 13 sek. do 100 km/h), Korando może w pierwszej chwili rozczarować. Większych zastrzeżeń nie budzi natomiast automatyczna skrzynia biegów, o której najbezpieczniej powiedzieć, że jest klasyczna i stonowana. Najbardziej udanym elementem napędu okazał się system AWD, który bardzo sprawnie utrzymuje samochód w torze jazdy, a dodatkowym jego atutem jest możliwość zablokowania napędu na wszystkie koła w trybie stałym.
Technologia i funkcjonalność
Wygoda użytkowania to zdecydowania największa przewaga Korando czwartej generacji nad konkurencją. Wsiadając do tego samochodu po raz pierwszy od razu znalazłem idealne miejsce na portfel, a telefon położyłem na półce do ładowania bezprzewodowego i połączyłem z systemem Android Auto. Co ważne, odłożenie tych dwóch przedmiotów nie sprawia, że traci się miejsce na kubki, co zdarza się w wielu samochodach.
Korando jest pełne ułatwień dla kierowcy i pasażerów, a dodatkowo pracę większości z nich możemy dowolnie ustawiać. Rzadko spotykanym udogodnieniem jest możliwość wyświetlenia ekranu Android Auto/Apple CarPlay na ekranie wirtualnych zegarów, który sam w sobie jest łatwy w obsłudze i wielozadaniowy. Jeśli chodzi o wyświetlacz centralny, jest on duży, o dobrej rozdzielczości i responsywności, aczkolwiek autorski system SsangYonga wymaga przyzwyczajenia. Niestety jakość dźwięku oferowana przez fabryczny zestaw głośników odbiega od pozostałych zalet systemu.
Pozytywnym zaskoczeniem okazały się być systemy aktywnego bezpieczeństwa, w które został wyposażony samochód. Bez względu na to czy mówimy o aktywnym tempomacie z asystentem utrzymywania środka pasa ruchu, czujnikach martwego pola, ostrzeżeniu podczas wysiadania czy wycofywania z miejsca postojowego, każdy z tych systemów podczas testu działał bardzo sprawnie i w przemyślany sposób. Na pochwałę zasługuje mnogość ustawień umożliwiająca m. in. dostosowanie dynamiki pracy aktywnego tempomatu.
Jeśli chodzi o walory użytkowe, na tylnej kanapie jest stosunkowo dużo miejsca, jednak brakuje nawiewów powietrza. Bagażnik według danych producenta legitymuje się pojemnością 550 l., jednak patrząc na jego faktyczne wymiary, dane te wydają się być przesadzone. Bardzo przyjemnym dodatkiem jest dwuczęściowa i dwupoziomowa podłoga, której obydwie części można ustawić pionowo i tym samym rozdzielić przestrzeń bagażnika.
Jazda
Pomimo wad układu napędowego, jazda nowym Korando jest bardzo przyjemna. Skrzynia automatyczna nie irytuje, a silnik po rozgrzaniu pracuje równo i stosunkowo cicho. Dodatkową zaletą jest napęd na wszystkie koła, który daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Najmniej przyjemnym aspektem jeżdżenia Korando okazał się być brak dynamiki przy prędkościach autostradowych. Co prawda testowany egzemplarz wyposażony był w przełącznik trybów jazdy, ale opcja „sport” nie zmieniała nic w charakterystyce prowadzenia, co może mieć związek z ospałością silnika i skrzyni.
Zawieszenie SsangYonga jest trudne do scharakteryzowania. Z jednej strony samochód dobrze trzyma się drogi, z drugiej w zakrętach czuć lekkie przechyły. Takie same sprzeczności występują na nierównościach. Korando zdaje się je miękko pokonywać, ale ma tendencje do „wytrząsania” kierowcy i pasażerów.
Najmniej pozytywna niespodzianka wiąże się ze spalaniem. Podczas 500 km testu spalanie w cyklu mieszanym wyniosło 7.9 l/100 km. Taka wartość w samochodzie średniej wielkości z silnikiem diesla jest zdecydowanie za wysoka.
Koszty
Niestety SsangYong Korando nie należy do najtańszych. Cennik otwiera wersja Crystal z benzynowym silnikiem, skrzynią manualną i napędem na dwa koła kosztująca 79 990 zł., a zamyka wersja Sapphire w testowanej konfiguracji kosztująca 153 490 zł. O ile bazowa cena nie jest wysoka jak na wszechstronność modelu, o tyle łatwo ją pomnożyć dobierając wyposażenie dodatkowe.
Podsumowanie
SsangYong Korando IV to ogromny przeskok stylistyczny, technologiczny i jakościowy w stosunku do tego, do czego zdążyła przyzwyczaić nas ta koreańska marka. Dzięki świetnie działającym systemom wsparcia kierowcy, przemyślanemu wnętrzu i funkcjonalnym multimediom Korando ma prawie wszystko, żeby z powodzeniem konkurować w swojej klasie. Nadzieją dla tego samochodu jest benzynowa jednostka 1.5 T-Gdi o mocy 163 KM. Jeśli jej dynamika jest bardziej zbliżona do współczesnych standardów, a spalanie bardziej zbliżone do akceptowalnego, dostajemy bardzo udany samochód, który w zależności od wymagań dotyczących wyposażenia potrafi być rozsądnie wyceniony. SsangYong jest już bardzo blisko stworzenia przepisu na sukces.