Zakup auta używanego – samo sprawdzenie po numerze VIN to za mało
Sprawdzenie auta po numerze VIN to jedna z podstawowych czynności, jakie należy wykonać przed zakupem samochodu używanego. W Polsce działa co najmniej kilkanaście firm, które umożliwiają szybkie uzyskanie raportu VIN, który pozwala odkryć wiele tajemnic, jakie nieuczciwy sprzedawca chciałby zachować tylko dla siebie. Ale samo sprawdzenie samochodu po numerze VIN nie pozwala na dokładne zweryfikowanie stanu pojazdu. To tylko jeden z kilku etapów.
Spis treści
- Zakup auta używanego - zacznij od sprawdzenie auta po numerze VIN, ale na tym nie poprzestawaj
- Zaniedbany samochód używany – tego nie sprawdzisz na zdjęciach, samodzielnie ani w raporcie VIN
- Po zakupie auta używanego mogą Cię czekać bardzo drogie awarie
- Samochód bezwypadkowy po kolizji
- W raporcie VIN nie ma informacji, że auto służyło jako taksówka
- Samochód źle serwisowany – mina dla kupującego
Oszustwa przy sprzedaży samochodu używanego można się spodziewać zawsze, bez względu na to, czy kupujemy auto używane za 10, czy za 100 tys. złotych. To oczywiste, że nieuczciwy handlarz nie będzie zbytnio się starał zamaskować uszkodzenia auta za 5 lub 10 tys. złotych. Trudno bowiem oczekiwać idealnego stanu od auta, które ma za sobą 15 lat eksploatacji i przejechane 300 tys. kilometrów.
Nieuczciwy sprzedawca może najwięcej zarobić, sprzedając auto za kilkadziesiąt, czy za 100 tys. zł. Wysoka cena daje duże pole do manewru: może kupić uszkodzone, powypadkowe, zajeżdżone w firmie, albo pokradzieżowe auto, potem „wyszykować” je do sprzedaży po najniższych kosztach. I jeszcze zostanie „miejsce” na spory zarobek oraz na negocjację ceny. Żeby kupujący mógł poczuć, że trafił na dobrego człowieka, który opuści na opony i czekoladę dla dziecka.
W sieci działa wiele firm, które zajmują się organizowaniem aukcji, na których sprzedawane są pojazdy powypadkowe, pokradzieżowe, po zalaniu itd. Aukcje te są otwarte tylko dla przedsiębiorców, a samochody kupują w nich nieuczciwi handlarze „z wyższej półki”, którzy mogą mieć eleganckie salony sprzedaży i własne warsztaty przy nich.
Takie samochody sprzedają również same firmy ubezpieczeniowe. Czasami też prywatni właściciele, a częściej – auto place i szroty, gdzie zaopatrują się nieuczciwi handlarze najmniejszego kalibru, czyli tacy, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej, najczęściej udają prywatnych sprzedawców (na których podwórku czeka na klienta kilkanaście pojazdów). Tacy osobnicy nie trudzą się szykowaniem auta do sprzedaży w warsztacie, bo jest to dla nich nieopłacalne. Szykują auto do sprzedaży, maskując jego problemy za pomocą dostępnych w handlu środków chemicznych (np. kryjących wycieki z różnych układów oraz hałas i dymienie z silnika) i pasty polerskiej z woskiem.
Zakup auta używanego - zacznij od sprawdzenie auta po numerze VIN, ale na tym nie poprzestawaj
Sprawdzenie samochodu po VIN pozwala na wykrycie wielu paskudztw. Można sprawdzić czy pojazd nie został skradziony, czy nie przeszedł wypadku, czy nie był wykorzystywany jako taksówka, ilu miał właścicieli, czy nie był zalany (czy nie zgłoszono tego do ubezpieczyciela) i jakie przebiegi auta były rejestrowane w systemach. Można sprawdzić, jakie było oryginalne wyposażenie i oryginalny lakier auta. Dobry raport VIN kosztuje kilkadziesiąt złotych. Warto z niego skorzystać. Oczywiście, wtedy, gdy sprzedawca udostępnia numer VIN. Jeśli nie chce go podać – lepiej od razu zrezygnować z zakupu pojazdu.
Załóżmy, że chcemy kupić auto używane i znaleźliśmy wymarzony model. Sprawdzamy go po numerze VIN. Z raportu nie wynikają żadne świństwa. Auto ma rzeczywisty przebieg, nie było kradzione, nie miało wypadku. Właściciel nie zgłosił pojazdu do ubezpieczyciela, aby odzyskać pieniądze z polisy AC. Czy po pozytywnym wyniku badania z wykorzystaniem raportu VIN, można już negocjować cenę i deklarować chęć zakupu? Nie.
Samochód używany trzeba dokładnie sprawdzić pod kątem technicznym, na przykład:
• w wybranej Stacji Kontroli Pojazdów – sprawdzić stan zawieszenia, układu kierowniczego, podwozia i wycieków;
• w wybranym warsztacie przeprowadzić diagnostykę, pomiar grubości powłoki lakierniczej, sprawdzić pojazd pod kątem bezwypadkowości, a następnie skontrolować poprawność pracy pozostałych układów (zależnie od wyposażenia auta);
• w specjalistycznym warsztacie, w przypadku aut określonego typu (np. auta hybrydowego w firmie, która ma odpowiedni sprzęt do kontroli stanu i pojemności baterii, układu zarządzania energią a także poprawności pracy automatycznej skrzyni biegów),
• w trakcie jazdy próbnej.
Zaniedbany samochód używany – tego nie sprawdzisz na zdjęciach, samodzielnie ani w raporcie VIN
Stary olej silnikowy, zawodniony płyn hamulcowy, płyn chłodzenia z wodą z kranu, który dawno stracił swoje właściwości, płyn wspomagania, przypominający wyglądem smołę. Z zewnątrz samochód błyszczący, jak lustro. Od spodu zaniedbany i skorodowany. Często ślady korozji na podwoziu ukryte pod warstwą baranka, świetnego zabezpieczenia antykorozyjnego, które nieuczciwi sprzedawcy wykorzystują jako kamuflaż dla korozji. To wszystko trzeba sprawdzić. I musi to zrobić ktoś, kto się na tym zna.
Po zakupie auta używanego mogą Cię czekać bardzo drogie awarie
Elegancka limuzyna, 7-letnia, z przebiegiem dochodzącym do 200 tys. kilometrów. Stan idealny, w każdym razie taki był opis. Pierwszy właściciel, auto salonowe, za 50 procent ceny nowego. Cóż, wartość rezydualna spada. Piękny samochód, który jeszcze przez wiele lat będzie przyciągał wzrok.
Niestety, może też wyciągnąć mnóstwo pieniędzy z kieszeni właściciela. Przy odpowiednim serwisowaniu 150 – 250 tys. km przebiegu to czas, kiedy wiele drogich podzespołów będzie wymagać wymiany. Wtryskiwacze, dwumasowe koło zamachowe, filtr cząstek stałych FAP, bateria w samochodzie hybrydowym, reflektory LED, które rzekomo miały wystarczyć na cały okres eksploatacji pojazdu.
Przy złym serwisowaniu wszystko będzie się psuć znacznie szybciej. A do tego lista możliwych awarii będzie znacznie dłuższa. Na przykład dojdzie do niej automatyczna skrzynia biegów, zawieszenie, zniszczony monitor dotykowy.
Samochód bezwypadkowy po kolizji
Raport VIN pokazał, że auto nie miało wypadku. A w rzeczywistości – miało. Jak to możliwe?
W przypadku kolizji (czyli zdarzeń, w których nikt nie zginął i nie został ranny) kierowcy często dogadują się między sobą. Być może sprawca kolizji zobowiązał się do pokrycia strat materialnych, prosząc, aby nie informować ubezpieczyciela (wtedy cena OC podskoczyłaby nawet o 100 procent). I w historii auta nie ma zapisanej informacji o kolizji. A tymczasem uszkodzenia są.
W raporcie VIN nie ma informacji, że auto służyło jako taksówka
A tymczasem pojazd przewiózł tysiące pasażerów. Czy aby przewozić pasażerów, trzeba być taksówkarzem i mieć zarejestrowaną „taryfę”? Oczywiście, że nie. Są kraje, gdzie nadal nieuregulowany jest status kierowców z tak zwanych aplikacji (jak Bolt, Uber, FreeNow itd.). W takim kraju kierowca nie ma obowiązku rejestrowania auta jako taksówki, nie jest też oficjalnie taksówkarzem, a tymczasem... wozi pasażerów.
Samochód źle serwisowany – mina dla kupującego
Raport VIN pokazał, że kierowca auta jeździł na przeglądy. Jeździł, bo musiał. Ale serwisowanie auta nie jest obowiązkowe. Kierowca oszczędzał na oleju, na wymianach innych płynów, na serwisowaniu skrzyni automatycznej, na wymianach uszkodzonych elementów zawieszenia auta. Dla kupującego taki samochód to mina o dużej sile rażenia.
To tylko niektóre przypadki. Dlatego jeśli kupujemy auto używane i trafiliśmy na interesujący pojazd – zacznijmy od raportu VIN. A jeśli ten nie pokaże żadnych problemów - dalej sprawdźmy dokładnie auto.
Michał Lisiak